piątek, 11 stycznia 2013

Corpse Party


Bardzo lubię horrory. Problem w tym, że lubię horrory STRASZNE, podczas gdy lwia część dzisiejszych produkcji – nieważne, czy idzie o filmy, książki czy gry – przedstawia historie obrzydliwe i zwyrodniałe (bo jak nazwać namiętne ukazywanie rozszarpywania ludzkiego ciała na strzępy i uwydatnianie szczegółów wymyślnych tortur i śmierci?), lecz nie straszne. W dzisiejszych horrorach nie idzie, niestety, o napięcie, wyczekiwanie, niepewność i tajemnicę do odkrycia (czyli o to, co przyciąga mnie do podobnych historii), ale o wyuzdaną, zbędną brutalność, krew i flaki. „Corpse party” z początku zdaje się iść w stronę strasznych opowieści w stylu „Ringu”, ale szybko zwraca się w stronę obrzydliwości. I choć nie osiąga poziomu wielu chorych, pożałowania godnych produkcji (zwłaszcza filmowych), a wizualnie wiele nam jest oszczędzone, to trzeba zaznaczyć, że twórcy każą nam czytać o aktach kanibalizmu, czy sposobie odcinania języka żywej ofierze tudzież wsłuchiwać się we wrzaski cierpiących fizycznie ludzi zamkniętych w przeklętej szkole pełnej duchów. Paskudne, niepotrzebne, chore... 

Scenariusz prezentuje się niczym wprost wyjęty z anime – tradycyjnie poświęcający wiele miejsca na tematy wałkowane w produkcjach dla młodzieży: szkoła, przyjaźń, obowiązek, poświęcenie, miłość, dorastanie, rodzina... Chociaż sama historia miewa lepsze i gorsze momenty (łącznie z opisami powolnej agonii), a na parę ważkich pytań nie dostajemy w ogóle odpowiedzi (dziwne!), to sama narracja (w momentach nieobrzydliwych) prowadzona jest na tyle ciekawie, że mimo braku specjalnych niespodzianek, trudno się od gry oderwać.

Rozczarowuje aspekt horrorowy - dostajemy krew i flaki, ale jeśli idzie o straszenie, twórcy nie mają czym się pochwalić. Najwięcej trwogi przysporzyła mi własna wyobraźnia, kiedy to obmyślałam, jaką niespodziankę ja sama bym umieściła w danym pomieszczeniu, gdyby dane mi było projektować podobną grę. Niestety, straszenia jest tu jak na lekarstwo i nie ma co liczyć na wyrywający z kapci element zaskoczenia. Szkoda, bo widok z góry i lekko oldschoolowy design wydają się aż prowokować do nagłych i niespodziewanych zagrań. Uciekanie przed duchem przez wąskie przejście, gdzie jedno dotknięcie zjawy oznacza koniec gry, jest przy tym raczej frustrujące niż niepokojące.

Na uwagę zasługuje podkład muzyczny – oprócz paru prawdziwie horrorowych tonów, od których przy graniu w ciemnym pokoju można dostać gęsiej skórki, mamy też nieco muzyki elektronicznej, a główny motyw z pierwszego rozdziału potrafi na długo zapaść w pamięć.

Szczerze? Nie polecam, zwłaszcza jeśli szukacie dobrej fabuły, a nie bezmyślnej rąbanki.

Plusy:
- muzyka
- pełen voice acting (japoński)
- ogólna prezentacja wizualna

Minusy:
- luki w scenariuszu
- momentami bardziej niesmaczne niż straszne

Ocena: 5=