czwartek, 2 maja 2013

Zero Escape - Virtue's Last Reward



Sigma budzi się zamknięty w windzie. Znajduje w niej dziwną maszynerię, sejf oraz białowłosą dziewczynę, która zna jego imię, choć sama nie wie skąd. Na małym ekranie panelu przy drzwiach pojawia się królik, który informuje ich, że mają jedynie kilka minut, by znaleźć kod do sejfu, co umożliwi im ucieczkę z windy, zanim ta spadnie. Kiedy wreszcie udaje im się wydostać na zewnątrz, do pomieszczenia przypominającego magazyn, dwójka bohaterów odkrywa, że poza nimi znajduje się tam jeszcze siedem innych osób, każda z dziwną bransoletą na dłoni. Na jednej ze ścian zostaje wyświetlony obraz królika, który zaprasza ich do tajemniczej gry, Nonary Game, w której nagrodą będzie możliwość opuszczenia miejsca rozgrywki, co dla przegranych oznaczać będzie dozgonne uwięzienie. Odmowa udziału nie wchodzi w rachubę.

„Zero Escape: Virtue's Last Reward” to kontyuacja przygodówki “999 – 9 hours, 9 persons, 9 doors” (wydanej na DS-a). Chociaż pojawiają się postacie występujące w poprzedniej odsłonie serii, jej znajomość nie jest niezbędna, by rozpocząć zabawę z sequelem. Gra zasadniczo dzieli się na dwie części – część „novel”, w której możemy jedynie biernie śledzić wydarzenia rozgrywające się między bohaterami (od czasu do czasu decydując o tym, w które drzwi chcemy wejść), oraz część „escape”, w której naszym zadaniem jest rozwiązać znajdujące się w danym pomieszczeniu zagadki, dzięki którym otwieramy sejfy i uzyskujemy dostęp do kolejnych pokoi.

Poziom trudności zagadek jest zróżnicowany – od banalnie prostych po wymagających dłuższego namysłu (i kilku obliczeń). Niestety, generalnie rzecz ujmując, zagadki są raczej nudne – polegają na ważeniu przedmiotów, rozpracowywaniu diagramu żywieniowego i kalendarza, przekręcaniu wajch w odpowiednim kierunku – tego typu wyświechtane „klasyki”...

Lwią część gry stanowi jednak historia (tytuł można skończyć w ok. 30 godzin) i relacje między bohaterami. Można powiedzieć, że gra ma 22 zakończenia, ALE nie jest to do końca prawda. Nie idzie tu bowiem o różne sposoby przejścia jednego tytułu skutkujące odmiennymi zakończeniami ani o gromadzenie informacji z różnych wersji historii, które uzupełniają całościowy obraz o dodatkowe dane, ale o alternatywne wersje historii tworzące jedną właściwą historię. Innymi słowy – nie przechodzimy gry na kilka różnych wariantów, ale KAŻDY wariant dodaje się do pozostałych, tworząc właściwą opowieść. Gracz ma dostęp do diagramu ukazującego różne drogi wyborów, po których może się przemieszczać, odblokowując nowe zdarzenia wraz z postępem fabuły i ich alternatywne rozwiązania. Z czego nie trudno wywnioskować, że mamy tu do czynienia z opowieścią science-fiction z raczej małym naciskiem na „science”, a z dużym na dziwaczną atmosferę.

Niestety, dziewięć postaci, których losy śledzimy, jest irytujących w swoim zachowaniu i... wyglądzie (Tajna agentka chodzi z praktycznie nagim biustem, a wszyscy uważają to za normalne! I ja mam na poważnie traktować takie postaci?!) Są stereotypowe, nazbyt „mangowe”, przewidywalne i nudne. Do tego żadna z nich praktycznie się nie zmienia i nie objawia nowego oblicza – łagodna i miła dziewczyna pozostaje łagodna i miła (aż do niemożliwości!), zdradliwy palant pozostaje zdradliwym palantem, tyle. W fabule, która opiera się na budowaniu zaufania i traceniu go, na obietnicach i zdradach, niedopuszczalny jest podobny brak całkowitego zaskoczenia (nie wspominając o tym, że twisty fabularne są bardzo źle rozpisane - o każdym dowiadujemy się z dużym wyprzedzeniem). Do tego ilość pomysłów, które zostają wrzucone do jednego worka, działa raczej odpychająco... dopóki nie uświadomimy sobie, że jest to celowe złamanie reguł ustanowionych przez pewnego pisarza, którego jednak nie wymienię, by nie spoilerować. Ale nawet wtedy pojawiają się problemy – postaci potrafią zachowywać się zupełnie idiotycznie, pojawiają się też wątki, które po tylu dekadach istnienia fantastyki naukowej powinny być – w imię przyzwoitości! Ileż można wałkować wciąż to samo! – zarzucone, zaś ogólny pomysł jest mocno naciągany i miejscami solidnie niespójny.

Słabe punkty pozbawionej niespodzianek historii wzmagają się przez irytujące zakończenie, które można streścić mniej więcej tak: „Po co ci szczegóły interesujących wątków? Kup następną grę! Przynajmniej ze dwie rzeczy wtedy ci wyjaśnimy!”.

O animacji i muzyce nie da się powiedzieć wiele więcej poza tym, że stoją na zadawalającym poziomie, ale żadne nie wywiera jakiegoś szczególnego wrażenia. Gra ma oryginalny japoński dubbing, co jest dużym plusem. Minusem jest za to wstawianie przekleństw w angielskim tłumaczeniu, tam, gdzie ich nie ma w oryginale – nie rozumiem z czego wynikała ta wybiórcza wulgaryzacja.

Fani przygodówek i „play-novel” na pewno dadzą się ponieść narracji i chętnie zabiorą się za rozwiązywanie zagadek. Niech jednak baczą, by nie zawyżać swych oczekiwań – w ogólnym rozrachunku tytuł pozostawia po sobie wrażenie niespełnionych nadziei.

Ocena: 6=/10


Plusy:

+ historia potrafi wciągnąć
+ japoński dubbing

Minusy:

- fabuła jest mimo wszystko naciągana i momentami zwyczajnie absurdalna, a parę pytań pozostaje bez odpowiedzi
- papierowe postaci
- nudnawe zagadki
- zakończenie krzyczące „kup trzecią część serii!!!”