wtorek, 5 października 2021

Battlefield 5

 

 

Kampania dla jednego gracza starała się skopiować bardzo udaną rozgrywkę z poprzedniej części, jednak jest krótsza, nudniejsza, zupełnie niedopracowana, a przedstawione historie nie mają iskry na równi z bohaterami, którzy tylko irytowali swoją sztucznością i pompatycznością. Rozgrywka prawie w całość składa się z etapów skradankowych poprzecinanych nagłymi zwrotami akcji, w których w pojedynkę wycinamy całe bataliony Niemców. Twórcy silili się na poważne i emocjonalne tło fabularne, jednocześnie umieszczając w grze istnych nadludzi, super-żołnierzy w maskach przeciwgazowych, dzierżących miotacze ognia, wyrzutnie albo karabiny maszynowe, których zabić można jedynie czterokrotnym strzałem w głowę. W korpus nawet nie ma co próbować, są po prostu nieśmiertelni, niezależnie ile ołowiu im nie posłać. Tyle jeśli chodzi o jakiekolwiek realia wojenne…

 

Kolejną bolączką wątku fabularnego są liczne bugi, zwłaszcza w drugiej mini kampanii „Nordlys”, gdzie notorycznie wariowały mi oznaczenia celów misji, pokazując sprzeczne kierunki albo umieszczając cel zupełnie poza mapą. W dodatku sztuczna inteligencja jest ciosana siekierą. Priorytetem wrogów jest zawsze skracać dystans do gracza i flankować, przez co wychodzą na otwartą przestrzeń, ustawiają się grupami i zachowają się nierealistycznie. To samo tyczy się naszych towarzyszy, którzy całymi tabunami pchają się pod jeden karabin maszynowy i są w tym nadzwyczaj konsekwentni, niezależnie ilu ich tam już leży.

 

Jeśli jednak chodzi o celność i wzrok przeciwników to mamy do czynienia z samymi elitarnymi oddziałami snajperów. Widzą przez ściany, zarośla i granaty dymne, strzelając graczowi w głowę dosłownie z każdej odległości i każdej broni, z której my mamy problem trafić na dłuższy dystans z powodu sporego rozrzutu. To samo tyczy się rzucanych granatów - przeciwnik dysponuje samymi mistrzami ekwilibrystycznych rzutów. Za iloma osłonami i przeszkodami byśmy się nie znajdowali, to granat i tak wyląduje u naszych stóp.

 

Cała rozgrywka singleplayer wygląda jak ulepiona po kosztach, byle szybciej czego przykładem niech będzie fakt, że wojska Alianckie notorycznie używają sprzętu niemieckiego. Dział przeciwpancernych, ciężarówek i artylerii. Twórcom nawet nie chciało się zrobić odpowiednich modeli i wykorzystali gotowce z trybu multi.

 

Jedynym promyczkiem w otchłani bylejakości jest wątek powszechnego rasizmu i dyskryminacji żołnierzy kolonialnych w armii Francuskiej. Myślę, że temat ważny, a i gameplay rozdziału „Tyralierzy”, o którym mowa, był w końcu inny i dużo lepszy od pozostałych, mimo iż ostatecznie kończył się jako pompatyczna młócka.

 

Tryb multiplayer, który zawsze był rdzeniem serii, tym razem jest zepsuty na tak wielu płaszczyznach, że aż trudno zrozumieć jak twórcy byli w stanie strzelić sobie tyle razy w kolana, stopy, a na koniec i głowę. Po niemal doskonałym Battlefield 1, „Piątka” jest jego kompletnym przeciwieństwem.

 

Niby postawiono na drugą wojnę światową, ale w rzeczywistości bliżej grze do jakieś futurystycznej alternatywnej rzeczywistości. Zacznijmy od aspektów historycznych. W grze jest masa nieścisłości, broń nie jest przypisana do nacji, tylko do klasy, co oznacza, że alianci walczą bronią niemiecką, a Niemcy bronią aliancką. Ponadto używają sprzętu, który w danym roku jeszcze nie istniał albo nie był wprowadzony do służby. Do tego wszystkiego masa błędów w umundurowaniu i ekwipunku osobistym, co niesamowicie dziwi po pieczołowitości z jaką przyłożono się do tego aspektu w poprzedniej części serii.

 

Dużym echem i podziałem wśród graczy odbiła się obecność kobiecych modeli wśród dostępnych żołnierzy, ale tak naprawdę można by rzec, że jest to drobna nieścisłość historyczna w porównaniu do tego co zrobiono z resztą. Kustomizacja własnych wojaków osiągnęła absurdalne rozmiary do tego stopnia, że większość osób na serwerze wygląda jak trupa cyrkowa, przerysowani bohaterowie sztuk teatralnych, albo postaci rodem ze Stalkera lub Mad Maxa, a wszystko okraszone jest różowymi samolotami. Ponadto postaci można mieszać, więc jeśli chcemy walczyć Japonką z samurajskim mieczem przy pasie po stronie Anglików we Francji to żaden problem. Tylko w tej grze można spotkać Niemca w galowym mundurze i teatralnej masce walczącego na wyspach Okinawy. Poza kompletną utratą klimatu czasami naprawdę trudno zorientować się na polu bitwy, czy osoba, którą widzimy, to wróg czy swój.

 

Twórcy chcieli chyba podkręcić tempo rozgrywki zwiększając prędkość z jaką mogą się poruszać gracze oraz dodając do tego możliwość ślizgania się na kolanach bez ograniczeń. Gra zmieniła się z taktycznego fps’a polegającego na strategii i współdziałaniu graczy w zwykłą młóckę w której liczy się wyłącznie prędkość i ciągłe zachodzenie przeciwników od tyłu. Taki styl rozgrywki zupełnie nie pasuje do Battlefielda.  

 

Kolejnym elementem przyspieszenia była możliwość podnoszenia powalonych sojuszników przez wszystkich członków drużyny, a nie tylko medyka. Oczywiście inne klasy robią to dużo wolniej i w tym elemencie właśnie tkwi problem. Zazwyczaj powoduje to jedynie wydłużenie czasu ponownego pojawienia się na mapie. Często zdarza się, że gdy chcemy przyśpieszyć czas zgonu, jakiś sojusznik zaczyna nas podnosić, gdy już leżymy, co trwa strasznie długo i przeważnie kończy się zgonem obu graczy zanim skończą. Na dłuższą metę irytuje to straszliwie.

 

Następnym problemem są mapy, które są stanowczo za duże. Mimo, iż na serwerze znajduje się 64 graczy, to naprawdę trudno spotkać więcej niż pięciu w jednym miejscu. Gracze nie grupują się w większe ofensywy, wszystko sprowadza się do biegania w kilka osób na poszczególnych istotnych punktach mapy. Najpopularniejszą mapą jest „Podziemie”, które jest wąskie i składa się z zaledwie trzech flag, co wreszcie pozwala organizować jakąkolwiek współpracę graczy, a przede wszystkim skupienie ich w większej ilości w jednym miejscu.  

 

Poza tym mapy są po prostu słabo zaprojektowane. To pierwszy BF w serii, w którym nie podobała mi się absolutnie żadna z dostępnych map, także tych z DLC. Jakby tego było mało to w wielu miejscach są po prostu kiepsko zbalansowane. Np. mapa „Pogięta Stal” gdzie droga do przejęcia flagi prowadzi jedynie przez wąski i długi most. Wystarczy jeden gracz zrzucający bomby nad tym mostem i flaga staje się całkowicie nie do zdobycia.

 

Jedną z największych bolączek gry jest też dostępny arsenał. Mimo dosyć sporej liczby broni, każda z klas ma tak naprawdę zaledwie jedną lub dwie dobre, które znacznie górują nad pozostałymi. By je odblokować należy zdobyć w grze naprawdę masę poziomów doświadczenia, co w efekcie prowadzi do niesprawiedliwej przewagi  sprzętowej graczy, którzy już je mają nad tymi, którzy muszą męczyć się z podstawowymi pukawkami. Różnica jest ogromna, wystarczy podnieść taki karabin z ziemi po poległym innym graczu, by odczuć jaka moc w nich drzemie.

 

 

Ostatni, acz poważny problemem, na jaki warto zwrócić uwagę, to brak pomocy dla drużyny, która sromotnie przegrywa. W BF1 drużyna taka otrzymywała wsparcie w postaci mocnego pojazdu specjalnego. Tym razem postawiono na ataki specjalne, które może aktywować dowódca drużyny. By to zrobić cała drużyna zbiera punkty za wykonywanie działań na polu bitwy. Po uzbieraniu odpowiedniej sumy, różnej dla konkretnego wsparcia, dowódca może wezwać dodatkowy pojazd pancerny, zrzut zaopatrzenia, zasłonę dymną, ostrzał artyleryjski lub uderzenie pocisku V-1.

 

Warto zatrzymać się przy niemieckim pocisku rakietowym V-1, który w grze pełni rolę precyzyjnego uderzenia na wskazany cel. Jest to broń o olbrzymiej sile i precyzji wzywany od ręki przez żołnierzy na polu bitwy. W rzeczywistości odpalenie takiego pocisku było bardzo skomplikowane i czasochłonne, a celność sprowadzała się do trafienia w miasto wielkości Londynu, a nie poszczególny dom. Co ważniejsze, w grze tak skonstruowany system nagród powoduje, że drużyna która już przegrywa, nie jest w stanie wygrzebać się z dołka, zaczynają spadać na nią ataki specjalne raz za razem, nie dając szans na jakąkolwiek odpowiedź. 

 

 

 

Plusy:

 

+ Grafika

+ Wybitne udźwiękowienie

 

Minusy:

 

- Balans broni

- Przyspieszona rozgrywka

- Kiepska muzyka

- Za duże, źle zbalansowane mapy

- Fatalny system nagród dla drużyn

- Brak wsparcia dla miażdżonej strony

- Bardzo słaby singleplayer

- Brak klimatu

- Absurdalna kustomizacja

 

Ocena: 4/10

 

Notkę przygotował Psycho-Mantis.

 

poniedziałek, 4 października 2021

Battlefield 1

 


Sięgniecie po temat I wojny światowej był sporym zaskoczeniem dla fanów serii, a zarazem strzałem w dziesiątkę. Gier osadzonych w tych realiach jest jak na lekarstwo, zwłaszcza że większość nie grzeszy zbytnim dopracowaniem.

 

Tym razem kampania jest różnorodna i przygnębiająca. Gra nie jest typową młócką, w której wycinamy w pień hordy przeciwników, warstwa fabularna jest dopracowana, a przedstawione historie angażujące. Każda z mini kampanii składa się z kilku etapów, w każdej poznajemy losy innych ludzi, ich motywacje, postawę i poświęcenie.

 

Weźmiemy udział w szturmie czołgów w błotnistych, zrytych lejami po bombach i poprzecinanych okopami polach Francji. Przeprowadzimy rajd korpusu Australijskiego na półwyspie Gallipoli. Przedzierać się będziemy przez Alpy wraz z ofensywą Włoską i powalczymy jako pilot myśliwca, by ostatecznie odpierać ciężkie bombardowania sterowców nad Wielką Brytanią. Gameplay jest bardzo zróżnicowany, oprócz wspomnianych maszyn przyjdzie nam walczyć jako piechur w otwartych bitwach, działać na tyłach, czy samotnie przeprowadzać rekonesans.

 

Główną atrakcją jest jak zawsze tryb multiplayer. Twórcy przygotowali ponadto nowy tryb operacji, które dodatkowo posiadają swoją otoczkę fabularną. Poznajemy losy szeregowego żołnierza biorącego udział w bitwie. Operacje składają się z dwóch map podzielonych na sektory, których musi bronić jedna strona w czasie, gdy druga stara się je przejmować. Wynik pierwszej mapy wpływa na sytuację i dostępne zasoby podczas rozgrywki na kolejnej.

 

Bardzo interesującym rozwiązaniem jest wparcie, jakiego gra może udzielić drużynie, która sromotnie przegrywa. W zależności od rodzaju mapy przydzielony zostaje im sterowiec, pancernik, pociąg pancerny lub olbrzymi czołg. Jest to potężna broń i w sprawnych rękach wytrawnego gracza pozwoli przełamać złą passę, a jednocześnie nie stawia drużyny przeciwnej pod ścianą, gdyż wszystkie pojazdy mogą oczywiście zostać zniszczone.

 

Olbrzymią atrakcją jest obecność sterowca, jest to chyba największy pojazd, jakim przyszło sterować graczom w strzelankach sieciowych. Moment jego zniszczenia, gdy rozrywany eksplozją osuwa się na ziemię w płomieniach, zabijając wszystkich tych, którzy mieli pecha znajdować się pod nim, jest genialny. Co ciekawe, jego pogięty i zniszczony wrak będzie znajdował się do końca bitwy na polu bitwy, co diametralnie wpływa na rozgrywkę, pozwalając toczyć walki w jego szczątkach. To naprawdę trzeba zobaczyć i przeżyć, absolutne mistrzostwo.

 

Jedyną rzeczą, która psuje odbiór całości, jest wysokie nasycenie bronią automatyczną piechoty. To w końcu pierwsza wojna światowa, w czasie której królowały karabiny czterotaktowe wymagające przeładowania po każdym strzale, a wszelkie pistolety maszynowe czy karabiny automatyczne były niezwykłą rzadkością, a i to pod sam jej koniec. Tymczasem gros arsenału to właśnie bronie automatyczne, których z oczywistych względów używają praktycznie wszyscy. Twórcy najwyraźniej wystraszyli się, że gracze nie odnajdą się z takimi karabinami. Uważam to za duży błąd, który nie tylko zepsuł nieco klimat, ale ograniczył też szarże i walki wręcz, jakie mogliby toczyć ze sobą grający, a w końcu są one jakże charakterystyczne dla okresu pierwszej wojny.

 

 

Plusy:

 

+ Dopracowany singleplayer

+ Bardzo dobra muzyka

+ Klimat pierwszej wojny światowej

+ Świetny Multiplayer

+ Fabularne tło bitew w Multiplayerze

+ Sterowce

+ Grafika

+ Wybitne udźwiękowienie

 

Minusy:

 

- Broń automatyczna

 

Ocena: 9/10

 

Notkę przygotował Psycho-Mantis.