środa, 4 maja 2016

Puppeteer


Można by przypuszczać, że platformówka, w której każe nam się kolekcjonować rozmaite głowy, dla naszego bohatera – bezgłowej marionetki – będzie polegała na wykorzystaniu tych głów dla efektywnego przejścia poziomu i pokonywania przeszkód. Nic z tych rzeczy – głowy służą niemal wyłącznie do odblokowywania bonusów, bez których spokojnie można się obyć.

W scenerii, stylizowanej na teatr lalkowy, wszystko się trzęsie, skacze, zapada i wyskakuje jak diabeł z pudełka, aż gracz zaczyna podejrzewać, czy twórcy nie starają się go przyprawić o swoiste ADHD. Postaci są irytujące, fabuła i dialogi nieznośne, a design chwilami ociera się o koszmar. Miało być krzykliwie i kolorowo, ale jest przede wszystkim szpetnie – nieco w stylu dzisiejszych, paskudnych kreskówek. Humor jest równie żałosny. Mamy tu na przykład szczura, który pływając w sokach żołądkowych krzyczy: „Ratunku, rozpuszczam się!” (rzeczywiście, boki zrywać). Chyba jedyna postać, dla której chciało mi się kontynuować rozgrywkę, to główny zły całej historii – Miś Bandzior Królewski – ale przypuszczam, że to jedynie z powodu dobrze dobranego aktora (otrzymujemy polski dubbing).

Gra jest dość prosta, siląca się na fajerwerki i dynamiczną akcję, ale niemal wszystko, co we mnie wzbudziła, to niesmak i rozdrażnienie. Nie polecam.


Ocena: 4=/10